była piękna jak kamień
alabaster
z zielonymi żyłkami
tętniącymi uśpioną krwią
pół setki bogów
na obłoku
klaskało w ręce
gdy szła
chwiejąc się w biodrach
i nawet nie głowa
nie
i nie usta
nabrzmiały południa owoc
piersi — właśnie
piersi miała takie
że tylko stać
i wyć z zachwytu do chmur
były jak bratnie księżyce
odkradzione niebu Saturna owalne
— uniesione w górę a Hefajstos
który w kuźni koniom
kopyta kuł
skarżył się że go zdradza dureń
świadoma siebie uśmiechnięta sobie w łupinie zimy wiewiórki futro przegarnięte dłonią wniebowstąpiło w pień nie jestem więcej niż gałąź mniej niż łapka…