obiecywałam niebo
ale to nieprawda
bo ja cię w piekło powiodę
w czerwień — ból
nie będziemy obchodzić rajskich ogrodów
ani zaglądać przez szpary jak kwitnie
georginia i hiacynt my — położymy się
na ziemi przed bramą czarciego pałacu
zaszeleścimy anielsko
skrzydłami o pociemniałych zgłoskach
zaśpiewamy piosenkę
0 ludzkiej prostej miłości
w promyku latarni świecącej
stamtąd pocałujemy się w usta
szepniemy sobie — dobranoc
zaśniemy
rano — stróż nas przegoni z
odrapanej parkowej ławki
1 śmiejąc się okropnie
wskaże — ogryzek jabłka
leżący pod pniem jabłoni
drżę rozwieszona na kroplach strząśniętych z zielonej czupryny drzewa dojrzewam ziarnem spadłym z łakomych drzewa ust przytulona do pnia poprzez rozstawione…
łapo niedźwiedzia bura z samotności śpij ze mną do ust przylegaj zapachem pluszowej sukienki żeby nie było morza ani nocy upewnij przy policzku zostań ciepła
tak lekko ubyć z zapachu z barwy po prostu pod głowę ramię i zasnąć wiatr nie obudzi pszczoła ciemnymi skrzydłami nie ugłaszcze ziemi oddać siebie tak bardzo…
pragnę mocniej od pożółkłej topoli na srebrnej drodze pełnej lipcowego kurzu pragnę ciebie deszczem na moje nagie ciało w spopielałe czoło spłyń drzewa…