mam ciebie w roztańczonej krwi
w zębach
nitkami nerwów związanych w supeł
czuję — złotą namiętność twojego ciała
przeciągam po nim ręką
lekko
lekko
gnę się
zewsząd
z końca aż do początku
i znów
do końca
jestem
pośrodku ciebie
wspięta nad tobą
cała — w tobie
*** znów pragnę ciemnej miłości
znów pragnę ciemnej miłości
miłości która zabija
tak o śmierć modli się skazany
przyjdź dobra śmierci
rozrzutna bądź jak noc sierpniowa
bądź ciepła
dotknij mnie lekko
odkąd poznałam jej prawdziwe imię
przygotowuję moje serce
na ostatni urwany
wstrząs
w tym cieniu jest tyle słońca że mogę całe oczy zanurzyć w złotym bogactwie w tym deszczu jest tyle pogody że mogę wysuszyć mokre przylgłe do policzków…
liryka nie opadła z ostatnim liściem nagie gałęzie korzeniom szepczą przypowieść o powracaniu pór roku korzenie nie wierzą głęboko a jednak czerpią soki…
w jednym ruchu upadła i objęła krzyż łagodnie jakby to była szyja umarłego zdumiona rękę podaje sobie i prowadzi siebie po śniegu jest tak biało że niepodobna…
Chowanna przyjdź z uiftarłegg^lasu powiedz ustami wyrzeźbionymi w korze prawdę o śmierci i o miłości prostsza od twoich sosen Chowanna ciepła jak pulsujący…