Chowanna
przyjdź z uiftarłegg^lasu
powiedz
ustami wyrzeźbionymi w korze
prawdę
o śmierci i o miłości
prostsza od twoich sosen
Chowanna
ciepła jak pulsujący zimowy piec
Chowanna
zniewalasz
barwą i kolorem
urzekasz
zapachem więdnących liści
twoje piersi wycięte w sośnie
oddychają moim oddechem
Chowanna
zgładź z powierzchni ziemi
wszystkie nie otwarte drzwi
*** znów pragnę ciemnej miłości
znów pragnę ciemnej miłości
miłości która zabija
tak o śmierć modli się skazany
przyjdź dobra śmierci
rozrzutna bądź jak noc sierpniowa
bądź ciepła
dotknij mnie lekko
odkąd poznałam jej prawdziwe imię
przygotowuję moje serce
na ostatni urwany
wstrząs
liryka nie opadła z ostatnim liściem nagie gałęzie korzeniom szepczą przypowieść o powracaniu pór roku korzenie nie wierzą głęboko a jednak czerpią soki…
w jednym ruchu upadła i objęła krzyż łagodnie jakby to była szyja umarłego zdumiona rękę podaje sobie i prowadzi siebie po śniegu jest tak biało że niepodobna…
Prawda że od wieczności Dni ciążą bez miłości Nie wybaczony każdy świt W każdej pieszczocie ziarno grzechu I obelga w każdym uśmiechu Słyszę cię i ty mnie…
bo uśmiech wypadł na ostrym zakręcie zniknął nie krzyczałam strachem strach jest niemy stoi pod ścianą patrzy i nie podbiegłam na szybkich nogach bo moje nogi…