|
Otello ciemną głową tłukł o ścianę
wyrywał kręte włosy z
metafizycznej głowy
Desdemona biała i prosta mięła w
ręce batystową chustkę
Desdemona obojętna patrzyła w
noc
miał takie delikatne łopatki
porosłe lekkim nalotem mchu
gdy przyciskała piersi
do twardych żeber
czuła
napięte bólem końce
drapieżne
pragnące
samobójczo uległe
pokorne
chropawą smugą
ciężarnej zieleni
podpierające mrok
Desdemona ściągnęła płótno
z podgiętych nóg
wzgórki kolan
zabłysły
w chłodnym księżycu
uśpiona zieleń ud
łopatek pierzaste końce
skulone obojczyki
ciało
sfalowane złowieszczo
w krający niebo łuk
j Otello głuchej nocy
krążył od ściany do ściany Desdemona ustami chłonęła szyję kochanka
cienkim palcem
obrysowała brwi
powieką
uśpiła oczy
na rzęsach siadła
po linii nosa
na wargi
w brzęku rozkwitła pszczoła
wessała się zabójczo
w głęboko żywy
miąższ
odrzuciła ręce
znikły
długie niespokojne nogi
wszystkie włosy
odbiegły
żeby zamieszkać
w chichocie wiatru
na palcach
odszedł
zapach
dźwięk
barwa
została niczym
błyskiem
przywarta
do jego wiecznych ust
aksamitniał urodą
zdradziła
przeciągał się
pręgowanym słonecznym grzbietem
o — miał uśmiech
i ręce
na wąskich biodrach wspięte
oczy patrzące
w oczach
tańczącą seledynową noc
Desdemona
lampa
Desdemona
gwiazda
Desdemona
słońce gasła w
cieniu pochmurnych warg
wyłowionym za włosy z rzeki
omdlałym ranem
biegła
brązową korą świecąc
wracała — zmarzłe drzewo
w topniejący południem czas
mieszkał wiatr
w zgwałconym płótnie
ręką
prostowała fałdy
modliła się do schodów
ostrożnie przyczajoną piętą
żeby ugłaskać
drzemiący w szparach podłogi
żarłoczny wszechświat
w palcach
gniotła czerwoną chustkę
więc ją w węzeł
splątał
na odchylonej w dół szyi
a gdy jedwabnie opadła
przyklęknął
ustami
dotknął
otwartych warg
|