uśmiech księżyca trzymała w palcach a niżej była noc przeciągająca się futrem żywej drapieżnej pantery plamki złota migotały szorstko oddech ciężki dosięgał jej fruwających nóg więc unosiła pięty i wyżej pięła się po brunatnym pniu nieba umarł uśmiech z tęsknoty za nią odchodzącą tysiąc gwiazd zaczęło gorączkowo mrugać oczyma pantera zdziwiona zbladła tak mocno że świt wchłonął jej nieruchome ciało
pokornie cię kocham widzisz nawet łokieć swój kocham bo raz był twoją własnością widocznie tak można z najprawdziwszym mieniem rozstać się i nie patrząc wstecz odejść widocznie można pośród chłodnej ziemi zostać
Nazwa użytkownika
Hasło
Zapamiętaj