przeskoczyła z pnia na pień
i w obcym języku
zaszeleściła imieniem
przywołałam jej nieufną obecność
ostrymi zębami
chwyciła
złoty brzeg serca
i w półobrocie — zgięta
powiewając rudym ogonem
szepnęła — do widzenia
rozchwianej gałęzi bzu
do ciebie poprzez czas czasem tak blisko że dotykam nie wiem gdzie się kończy pamięć a zaczyna rzeczywistość zegar mojego ciała zaciął się uparcie wraca do…
A zapach ci poślę, zapach tych nocy, które rozcięte przemijają pomiędzy nami, jak pomiędzy dwoma brzegami mija rzeka. Szelest jest wielki, w gałęziach…