"Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli."
- Halina Poświatowska chcę pisać o tobie

*** znów pragnę ciemnej miłości

znów pragnę ciemnej miłości
miłości która zabija
tak o śmierć modli się skazany

przyjdź dobra śmierci
rozrzutna bądź jak noc sierpniowa
bądź ciepła
dotknij mnie lekko

odkąd poznałam jej prawdziwe imię
przygotowuję moje serce
na ostatni urwany
wstrząs

Na dzień zaręczyn

Drukuj

Na dzień zaręczyn

Kategoria Wiersze z lat 1956-1958

Otello ciemną głową tłukł o ścianę
 wyrywał kręte włosy z
metafizycznej głowy
Desdemona biała i prosta mięła w
ręce batystową chustkę
Desdemona obojętna patrzyła w
noc

miał takie delikatne łopatki
porosłe lekkim nalotem mchu
gdy przyciskała piersi
do twardych żeber
czuła
napięte bólem końce
drapieżne
pragnące
samobójczo uległe
pokorne
chropawą smugą
ciężarnej zieleni
podpierające mrok
Desdemona ściągnęła płótno
z podgiętych nóg
wzgórki kolan
zabłysły
w chłodnym księżycu
uśpiona zieleń ud

łopatek pierzaste końce
skulone obojczyki
ciało
sfalowane złowieszczo
w krający niebo łuk

j Otello głuchej nocy
krążył od ściany do ściany Desdemona ustami chłonęła szyję kochanka

cienkim palcem
obrysowała brwi
powieką
uśpiła oczy
na rzęsach siadła
po linii nosa
na wargi
w brzęku rozkwitła pszczoła
wessała się zabójczo
w głęboko żywy
miąższ

odrzuciła ręce
znikły
długie niespokojne nogi
wszystkie włosy
odbiegły
żeby zamieszkać
w chichocie wiatru
na palcach
odszedł
zapach
dźwięk

barwa
została niczym
błyskiem
przywarta
do jego wiecznych ust

aksamitniał urodą
zdradziła

przeciągał się
pręgowanym słonecznym grzbietem
o    — miał uśmiech
i    ręce
na wąskich biodrach wspięte
oczy patrzące
w oczach
tańczącą seledynową noc
Desdemona
lampa
Desdemona
gwiazda
Desdemona
słońce gasła w
cieniu pochmurnych warg

wyłowionym za włosy z rzeki
omdlałym ranem
biegła
brązową korą świecąc
wracała — zmarzłe drzewo
w topniejący południem czas
mieszkał wiatr
w zgwałconym płótnie
 
ręką
prostowała fałdy
modliła się do schodów
ostrożnie przyczajoną piętą
żeby ugłaskać
drzemiący w szparach podłogi
żarłoczny wszechświat

w palcach
gniotła czerwoną chustkę
więc ją w węzeł
splątał
na odchylonej w dół szyi

a gdy jedwabnie opadła
przyklęknął
ustami
dotknął
otwartych warg

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii, w celach reklamowych i statystycznych. Pliki cookies są zapisane w pamięci Twojej przeglądarki. W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej o naszej polityce plików cookies. Zamknij