"Cisza przyjacielu, rozdziela bardziej niż przestrzeń. Cisza przyjacielu nie przynosi słów, cisza zabija nawet myśli."
- Halina Poświatowska chcę pisać o tobie

*** znów pragnę ciemnej miłości

znów pragnę ciemnej miłości
miłości która zabija
tak o śmierć modli się skazany

przyjdź dobra śmierci
rozrzutna bądź jak noc sierpniowa
bądź ciepła
dotknij mnie lekko

odkąd poznałam jej prawdziwe imię
przygotowuję moje serce
na ostatni urwany
wstrząs

O uśmiechniętym tygrysie

Drukuj

O uśmiechniętym tygrysie

Kategoria Wiersze z lat 1956-1958

obudzony
słońce źrenice zwęża
w ostrą smugę
ziewnął
zmrużył ślepia
w ślepiach
tańczące drobno drzewa
zaszeleściły liśćmi
pochyliły się rozchwiane gałęzie topoli
wstążką srebrnego blasku
ziewnął
paznokciem z księżycowego chłodu
dotknął sennego ciała ziemi
odpowiedziała głucho
namiętnym szeptem wędrującego piasku

niżej
poprzez liści pochyłość
trawy ostre
rozcinały wzdłuż
ogromne słońce
w tańczący pył południa
w nabrzmiałe sobą
dojrzewające
upiorne
zawisłe groźnie nad chmurnym ciałem morza
samobójczo drżące
koliście
rozprysłe w agonii rybich łusek
 
ciało ziemi
pręgowane ciało morza
w ciągłym niedosycie zwarte
przez tęskniący wszechświatem wiatr

uniesione końce wąsów
przestrzeń
rozjaśniona lekkim fioletem tła
drobne fale przestróg
o złoty brzeg dzwonią

pierwsza: żeby był płaski druga:
żeby był uległy trzecia: żeby był
uśmiechnięty odchodzą

wieczór
w kosmatym wątłym ciele gąsienicy
która małe pociemniałe z rozpaczy niebo
niesie na podłużnym grzbiecie
przyklękła rozpłakana noc
na zielonym liściu wszechświata

nabrzmiałymi wargami
modlimy się do zmierzchu
o zielony — mówimy
milczy
barwy zakrzepłego uśmiechu
otwiera powieki snu
o seledynie — słucha
o jasny fiolecie nieba
z dreszczem żółtych ostrokątnych gwiazd

szedł
poprzez zwarte kolana
taki dreszcz — taki chłód — taki wiatr
przylgłe
do własnego przestrachu
taki ból
kolana nie otwarte
kolana zamknięte      
pasmem zielonych poszeptów
strzeżone przez wysokich strażników —
trawy

uśmiech?

niebo zatacza kręgi
na srebrnej nitce
chwiejne
z upitym wewnątrz bogiem
tańczy
niebo niewielkie
w poddartej kusej spódnicy
okrutne usta karmi
zapachem cierpkim
szerokolistnych maków
małe niebo zduszone za gardło
z nóżkami uniesionymi w górę

więc gdy już zęby
szalona biel wulkanicznych stożków
zagłębił
fruwało pierze
krwią ociekające
złoto piór ptasich
napełniło ziemię
płomiennie
pochylone nad grobem słońce
ostatni akt

w międzygwiezdnej przestrzeni
istnienie
zaciśnięte w pięści świata
i nic
wyglądające z przerw słonecznych palców
złoto — utopione w mroku
popiół
popiół
rozproszony na popiół świat
żebrzący o strzępek materii
na wypieszczoną myśl
o kilka podłużnych kamieni
na spiczasty kapelusz dachu
o trochę granitowych kości
na wygięty grzbiet góry
o błysk
na uśmiech po umarłym słońcu

niedościgła przestrzeń
milczy
noc
mruży ślepe oczy gwiazd

pręgowany tygrys tymczasem
oblizywał wąsy po dniu

Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii, w celach reklamowych i statystycznych. Pliki cookies są zapisane w pamięci Twojej przeglądarki. W przeglądarce internetowej możesz zmienić ustawienia dotyczące cookies. Dowiedz się więcej o naszej polityce plików cookies. Zamknij